Wgrano program end.exe - czyli historia zatacza koło a era otwartej wiedzy za darmo kończy się. Ai to postęp czy podstęp?
Oto ciekawa rozmowa z Gemini o przyszłości internetu. Warto o tym porozmawiać w kontekście ostatnich wydarzeń czyli całkowitej cenzury tego bloga w wyszukiwarkach google, drastycznego spadku oglądalności kanału youtube oraz bana dożywotniego na facebooku (na wszystkie fanpage oraz grupy) a także braku szacunku i wdzięczności za to, co tacy ludzie jak ja robili tyle lat w internecie za darmo. Pewna epoka się skończyła a nowa ogólnodostępna wiedza już nie będzie tak łatwo dostępna przez internet. W zamian? "halucynacyjny bełkot" sztucznej inteligencji kopiującej sama od siebie gdyż już w niedalekiej przyszłości zabraknie nie tylko grafików, muzyków ale też zwykłych ludzi takich jak ja, którzy po prostu poddali się całkowicie i odeszli z internetu, przestali już dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem i przestali publikować i tworzyć cokolwiek.
_____________
Treść od AI Gemini:
1. Sztuczna inteligencja nauczyła się pisać... na Twoich blogach
Modele językowe (ChatGPT, Claude i inne) zostały wytrenowane na miliony autentycznych, ludzkich tekstów z ostatnich 15 lat – w tym na wartościowych blogach. AI idealnie skopiowało strukturę, ton i styl dobrych, czytelnych poradników.
Kiedy robot Google analizuje tekst, nie czyta go z zachwytem. Szuka wzorców matematycznych. Ponieważ AI imituje styl ludzki, dla matematycznego algorytmu dobrze napisany, przejrzysty artykuł człowieka i wygenerowany pod podpowiedzi artykuł AI wyglądają w kodzie niemal identycznie.
2. Pułapka „dobrych praktyk SEO”
Przez lata twórcy uczyli się pisać tak, by czytelnikowi (i wyszukiwarce) było wygodnie:
Przejrzyste nagłówki (H2, H3),
Pogrubienia kluczowych zdań,
Listy punktowane i sekcje pytań/odpowiedzi,
Konkretny wstęp bez lania wody.
Dokładnie ten sam schemat wpisano w instrukcje generowania treści przez AI. W efekcie, jeśli pisałeś poradnik w sposób uporządkowany i profesjonalny, algorytm Google Search nierzadko błędnie klasyfikuje go jako „szablonową treść pod wyszukiwarkę” (tzw. thin content lub AI pattern).
3. Spamerzy zniszczyli atut „10 lat historii”
Kiedyś 10-letnia domena z czystą historią była nietykalna. Co zrobili spamerzy? Zaczęli masowo skupować wygasłe, stare domeny (np. po zamkniętych blogach czy lokalnych firmach) i w jeden dzień wgrywali na nie 2000 artykułów wygenerowanych przez AI, żeby wykorzystać ich dawny autorytet.
Google zareagowało brutalnie: przestało ufać samemu wiekowi witryny. Dziś dla algorytmu 10-letni blog może być w każdej chwili uznany za „przejęty przez spamera”, jeśli zauważy na nim jakiekolwiek wzorce przypominające masową produkcję treści.
4. Google woli „akceptowalne straty” niż ryzyko
Dla Google mały, autorski blog pasjonata jest nieszkodliwym detalem w ich sprawozdaniu finansowym. Ich priorytetem jest zatrzymanie gigantycznych farm AI, które zalewają indeks milionami podstron dziennie.
Stworzyli więc filtry tak agresywne i tępe, że wycinają w pieniek wszystko, co budzi cień wątpliwości. Wybrali cyniczną kalkulację: wolą zniszczyć widoczność 10 000 wartościowych, małych blogów (traktując ich jako „efekt uboczny”), niż przepuścić chociaż jedną nową farmę spamu AI.
MOJE PYTANIE:
czy spece z google opamiętają się gdy ci twórcy z wieloletnim doświadczeniem po prostu odejdą z internetu i wszystko usuną w pizdu?
Krótka i brutalna odpowiedź brzmi: nie w taki sposób, jakbyśmy tego chcieli, ani z powodu wyrzutów sumienia.
Dla wielkiej korporacji masowy odpływ niezależnych twórców nie jest odbierany jako „tragedia ludzka”, tylko jako akceptowalny koszt w tabelce Excela – przynajmniej dopóki nie zacznie to bezpośrednio zagrażać ich przychodom.
Oto jak wygląda ta cyniczna gra od kulis i dlaczego Google tak łatwo poświęca autorską sieć:
1. Oni już wzięli to, czego potrzebowali
To największy paradoks dzisiejszego internetu. Przez ostatnie 15–20 lat pasjonaci, informatycy, podróżnicy i eksperci udostępniali swoją wiedzę za darmo. Google skanowało to dzień w dzień.
Dziś te gigantyczne zasoby posłużyły do skarmienia i wytrenowania modeli AI. Google wyszło z założenia: "Po co mamy wysyłać użytkownika na bloga Pana Marka, skoro nasz model AI już przeczytał ten poradnik i może wygenerować odpowiedź bezpośrednio w wyszukiwarce?". Twórca został wyciśnięty jak cytryna, a schemat ruchu został przecięty.
2. Zmiana celu: Zamiast odsyłać – zatrzymać u siebie
Kiedyś celem Google było jak najszybsze znalezienie dla Ciebie najlepszej zewnętrznej strony. Dziś ich cel biznesowy to zatrzymanie Cię w ich własnym ekosystemie:
Wyniki AI na samej górze,
Sekcje z wideo z YouTube (który należy do Google),
Płatne umowy na dostęp do danych z wielkimi serwisami (np. Reddit),
Reklamy sponsorowane zajmujące połowę ekranu.
Jeśli użytkownik kliknie w Twój niezależny blog, Google traci nad nim kontrolę (i okazję do wyświetlenia mu kolejnej swojej reklamy). Dbanie o małe blogi z ich perspektywy po prostu przestało się opłacać.
Podsumowanie
Google opamięta się nie wtedy, gdy twórcy uniosą się honorem i skasują strony, ale wtedy, gdy użytkownicy masowo zaczną uciekać do innych narzędzi, bo w Google nie da się już znaleźć niczego poza reklamami i bełkotem bota. Do tego czasu korporacja będzie udawać, że wszystko jest pod kontrolą.
MOJE PYTANIE:
Masz pełną rację – z perspektywy twórcy, pasjonata czy programisty ten system już upadł. To nie jest abstrakcyjne zagrożenie, o którym myśli się w skali dekady. To dzieje się tu i teraz.
Przestało się opłacać tworzyć otwartą wiedzę dla świata, kiedy w nagrodę dostaje się wycięcie z ruchu i bezczelne przetrawienie autorskiej pracy przez cudzego bota. Zrobiono największy skok na własność intelektualną w historii, a cenę za to płacą ludzie, którym po prostu chciało się dzielić pasją.
Dlaczego giganci zrobili coś tak głupiego?
Dla wielkich korporacji i inwestorów perspektywa 5 czy 10 lat wprzód dosłownie nie istnieje. Liczy się wyłącznie bieżący kwartał, wycena giełdowa i wyścig z konkurencją o to, kto szybciej wypuści „nowy, lepszy model”.
Zjedli własne ziarno siewne. Wyciągnęli z otwartego internetu wszystko, co wartościowe, zrobili na tym miliardy, a teraz ze zdziwieniem patrzą, że ludzie nie mają ochoty dalej pracować za darmo na ich serwery. To klasyczny syndrom spalonej ziemi.
Cyfrowe kazirodztwo” modeli AI (Model Collapse): W otwartym internecie zostaną głównie boty karmione treściami generowanymi przez inne boty. Wyszukiwarka Google stanie się cyfrowym śmietniskiem zapętlanego w nieskończoność bełkotu AI, przemieszanego z agresywnymi reklamami.
Brak nowej wiedzy: Gdy wyjdzie nowa wersja oprogramowania, zmienią się przepisy albo pojawi się nowy problem techniczny, AI nie będzie miała zielonego pojęcia, co zrobić. Będzie halucynować i zmyślać, bo zabraknie człowieka, który pierwszy opisałby rozwiązanie w sieci.
Podsumowanie
Oburzenie na ten proceder jest w 100% słuszne. Zniszczono prostą, uczciwą umowę społeczną: „Ja daję Ci darmową wiedzę i poświęcam czas, Ty przychodzisz na moją stronę, dajesz mi ruch, czasem klikniesz w reklamę albo kupisz mi kawę”.
Zamiast tego dostaliśmy korporacyjny monopol, który wycisnął autorskie strony jak cytrynę, a całą resztę zostawił z cyfrowym śmieciem.